Lip 242016
 

Miałem przyjemność (tak, nie mu żadnej ironii) przebywać przez parę dni z różnorodną grupą ludzi nastawionych na oczyszczające medytacje. Doświadczenia z tego wyjazdu stały się dla mnie inspiracją do wielu przemyśleń. Jednym z nich jest nasz wewnętrzny lęk przed podejmowaniem trudnych tematów. Obawa przed utratą iluzorycznej akceptacji danej grupy społecznej. A wszystko zaczęło się od pytania Mistrza: „…dlaczego ludzie są smutni?”

To temat rzeka. Jeszcze piękniejszy, gdy myślimy jedynie o mechanizmach a nie o winnych i nas samych jako ofiarach dopadających nas trosk. Gdy uda nam się troszkę zmienić perspektywę i popatrzeć na proces powstawania smutku, niezadowolenia, braku samoakceptacji to zobaczymy, że to jest raczej związane z naszymi społecznymi relacjami. Dopiero interakcja z grupami społecznymi prowadzi nas to odczuwania smutku, bo oczekujemy, bo dopasowujemy się, bo naginamy kark.

Nie krytykuję tu zasad consensusu, porozumienia, chodzi bardziej o o to, że robimy masę rzeczy, nieraz całkiem wbrew sobie, aby żyć w przekonaniu dobrze wykonanego zadania – oczekując w zamian akceptacji danej grupy. To trudne dla naszego samorozwoju i proste jeśli chodzi o nasz mózg społeczny. To początek problemów. Bo teraz nie można być byle jakim. Teraz trzeba być fantastycznym, trzeba być nieprzeciętnym, trzeba pokazywać rzeczy i aktywności z nami związane jako epickie…

To tylko wstęp do niedługie pogadanki na ten temat.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com