Maj 072014
 
eskimosi rodzina psychologia

Rodzina samotnością silna

Wyobraźmy sobie taką nietypową rodzinę,  której nic nie mąci szczęścia.  Mama, tata i mały szkodnik. Są Eskimosami i wędrują samotnie nie spotykając na swojej drodze innych ludzi. Oczywiście nie mają telewizora, smartfona, nie mają też WiFi (tak młodzi ludzie, są takie rejony świata, gdzie nie ma zasięgu). Dziecko obserwuje mamę i tatę.

eskimosi

szczęśliwa rodzina

Pomijam kwestie poruszane przez znawców rodziny i wychowania seksualnego czyli gender. Prawie 2k lat terroru dewiantów seksualnych musi co jakiś czas owocować dziwnymi hasłami. Nie precyzuję płci dziecka, jest okryte foczym futrem i rośnie sobie jak chce.

A więc dziecko obserwuje i naśladuje. To najprostsza droga nauki. Stopniowo szkodnik staje się coraz bardziej przydatny, uczy się zdobywać pokarm, dbać o igloo, robić sanie z futra fok i śniegu. Itp itd. Aż wreszcie następuje…

Kabuum…
Przychodzi jednak czas transformacji. Dziecięce ciało eksploduje hormonami, pojawiają się gdzieniegdzie nowe włosy, pojawiają się feromony, zmienia się kształt ciała.
Przebudowuje się też mózg. Wszystko zaczyna wchodzić w etap samodzielności. Etap dorosłości. Etap gdy zdobywana przez lata wiedza i umiejętności mają być wreszcie używane a odpowiedzialność za to wszystko spada na nowego, dorosłego Eskimosa.

Jeśli wyrosła menda mikrospołeczna, antypatyczny typ dowolnej płci, nieudacznik bez umiejętności przeżycia to można pokusić się o wniosek, że rodzice dali ciała. Schrzanili swoją robotę. To przecież się może zdarzyć.
Co prawda jest to wielce nieprawdopodobne ponieważ młode, zarówno zwierzęta jak i ludzie, drogę dorastania mają wytyczoną ewolucyjnie. Dlaczego niby proces, który sprawnie przebiega od milionów lat nagle miałby się sam zaburzyć? Dlaczego rodzice Eskimosi mieliby nie umieć zadbać o oseska Eskimosa? Nic nie stoi przecież na przeszkodzie. Natura stworzyła wszystko tak, aby czerpać radość i czuć szczęście rodziny.

Niezależnie czy wierzymy w geny, czy w karmę, w bogów o różnych imionach i różnej mocy rażenia, nawet jeśli wierzymy w latającego potwora spaghetti to i tak proces wychowania nie jest na pewno czymś nowym. Jeśli jednak schrzanili, to schrzanili. Żadne tam gadanie, że dużo śniegu było, że kolegów mało i psychologów w odpowiednim momencie nie można było złapać – nic nie pomoże.

Rodzina społeczeństwem słaba

W owczarni owce nie mają za wiele praw. Nie mają nawet zbytnich praw do swoich małych owieczek. Owczarze wiedzą bowiem lepiej, mają poparte doświadczeniami i opracowaniami techniki hodowlane. Tu nie ma miejsca na szczęście. Szczęście rozleniwia i zmniejsza PKB, szczęście neguje obecność wielu etatowych pseudopomocników życia.

Owieczka jest stosunkowo szybko odbierana i wrzucana do innego kojca. Tam zajmują się nią owce – pracownice. To raczej funkcja niż powołanie i raczej też funkcja niż doświadczenie.
Dziś może przyjść do każdego domu pracownik społeczny i odebrać rodzicom dziecko. Dziś dziecko jest własnością społeczną, jest chronione prawem przed rodzicami. To zazwyczaj wynik analizy różnych patologii ale dostaje się wszystkim równo.
Ależ dookoła jest wielu mądrych. Każdy wie więcej, każdy wie lepiej, każdy doradzi i każdy się ulituje nad dzieciątkiem. Każdy będzie patrzył na błędy wychowawcze i piętnował rodziców.

Dziecko ma być królewiczem/królewną genderskreślenie zróbcie sobie sami. Dezynfekujemy butelki na mleko (naturalnie tak samo jak od milionów lat robiły żywe organizmy), usuwamy wszystkie przeszkody, robimy wszystko za dzieci, nosimy tornisterki bo plecki mogą boleć, besztamy kolegów/koleżanki, że naskakują na naszego maluszka. A jeśli nie daj bóg tego nie zrobimy to przychodzi smutny pan z opieki społecznej.

Slowly but surely tworzymy nieprzystosowaną, cierpiącą, nierozumiejącą otoczenia istotę a ewolucja i jej efekty nie zapominają o…

Kabuum…
Hormony, feromony, pęczniejące ciało i zmiany w mózgu. Potrzeba sprawdzenia się, potrzeba negowania podstaw i poszukiwania nowych dróg, potrzeba walki i udowodnienia sobie samodzielności – to nie poczeka. To się nie zatrzyma.
Nagle dochodzi do jakiś problemów. Zaburzenia osobowości, narkotyki, alkohol, przemoc, agresja lub autoagresja, tatuaże, kolczyki w przeróżnych miejscach – ewidentnie jest problem.

Wszyscy mądrzy: przedszkolanki, ‚nauczyciele’, poradniki, periodyki, doradcy, wujkowie i ciocie, babcie i dziadkowie, fora internetowe i programy telewizyjne odwracają się ze zmarszczonym czołem: ‚gdzie są rodzice tego dziecka? Jak mogło do tego dojść? To skandal!’

Granica pomiędzy hołubieniem społecznym a potępieniem społecznym przebiega na jednej tylko linii. Zmiana ról. Z wiecznego dziecka można przejść na ciemną stronę mocy bycia rodzicem. Potem wielkie zdziwienie, że przyrost naturalny spada. Inkubatory się buntują. A przecież tyle pomocy dookoła. Tylu najmądrzejszych – aż do problemu.

Gonić na 4 wiatry…

kickIm szybciej rodzic zda sobie sprawę, że jest elementem większej całości, że nie potrzebuje tygodnika ‚super rodzic’ do tego aby pełnić fundamentalną funkcję społeczną. Im szybciej usadzi doradców na swoich miejscach – chcecie się mądrzyć to sobie zróbcie dziecko i weźcie za nie pełną odpowiedzialność a nie tylko szczekacie na prawo i lewo co jest lepsze. Jesteś psychologiem? Masz normalną, zdrową rodzinę to możemy pogadać. Poczytałeś parę książek i chcesz radzić – sorry ‚goń się na szczaw’.

Bo z efektami wychowania bez stresu zostanie zmęczony i przygnębiony rodzic oraz nieszczęśliwe i nieodnajdujące się w rzeczywistości dziecko. Bezstresowe wychowanie możemy położyć na półce zaraz obok strasznej choroby ADHD i historii o czarnej wołdze. A życie jest jedno. Im bardziej weźmiemy je dla siebie, im mniej będziemy oddawali odpowiedzialności tym więcej szczęścia zostanie przy nas.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com