Sty 182016
 

życieTuż po urodzeniu niemowlę jest całkowicie bezbronne i zależne od swojej matki. W istocie jest zależne od zespołu jaki stanowi matka z ojcem. Nie tylko nie potrafi się samodzielnie przemieszczać ale nie ma też jeszcze po co się przemieszczać, bo nie ma zębów, aby móc sobie zdobyć jakikolwiek pokarm. Nie ma więc co się dziwić, że przy zmiennych okolicznościach, niemal ponadczasowe reguły ewolucji nakazują mu posłuszne obserwowanie życia i swoich rodzicieli.

Z każdym przeżytym rokiem nabiera ono odrobiny samodzielności, do której dąży przez cały proces dojrzewania. Organizm rozbudowuje się i przekonstruowuje, (niezależnie od tego, co o tym sądzi społeczność – bo społeczeństwo natury nie zakrzyczy i nie oszuka), w której dziecku przyszło się rozwijać. Tak jak ciało się wzmacnia, tak i umysł się przekonstruowuje. W czasie burzliwego dojrzewania musi zrobić zwrot o 180 stopni: z bezpiecznego i bezkrytycznego naśladownictwa i posłuszeństwa na rozwojową i nieznaną samodzielność.

Od tysięcy lat młodzież dojrzewa. Buntuje się wobec zasad stawianych przez dorosłych aby zbudować swoją własną tożsamość. Proces ten powinien być dość sprawny, to pozostawanie pomiędzy światem zależnym (gdzie bezpieczeństwo zapewniają rodzice) a niezależnością jest czasem wielkiej wrażliwości, głupoty i narażania się na zagrożenia. Wystarczy jednak przestraszyć rodziców, wmawiając im, że nie mają kwalifikacji do wychowania swoich dzieci oraz wmówić nastolatkom, że powinni być partnerami, aby w tak wygospodarowaną i poszerzoną przestrzeń wejść z całym arsenałem: zawodów o różnej specjalizacji, lekarstw o różnym działaniu, zaleceń o niskiej skuteczności i masą bólu dla obu stron. Rozciąga się więc adolescencję jak gumę. Dzieci są adultyzowane a dorośli infantylizowani.

Wyobraźmy sobie, że maluszek zaczyna raczkować i może spaść ze schodów, ściągnąć na siebie jakiś ciężki przedmiot, lub zaplątać się w przewody elektryczne. Lepiej, dla jego bezpieczeństwa trzymać w kołysce lub łóżeczku z kratami. To dobre rozwiązanie na jakiś czas. Bezpieczne i jeszcze nie ogranicza zanadto potencjału poznawczego. Może sobie obserwować, słuchać, uczyć się mimiki, języka i tego jak świat reaguje na jego obecność. Ale jeśli będziemy trzymać dzieciaka za kratkami w wieku 7 lat, gdy energia je rozpiera, gdy chce eksplorować przestrzeń wokoło, gdy chce poznawać innych rówieśników i uczyć się życia z nimi to dziecko będzie cierpieć. Tak, będzie cierpieć. Przez lęki rodziców, że coś się mu stanie będzie zahamowane w rozwoju, będzie stłumione i wbrew naturze skrępowane w poznawaniu życia.

Gdy dziecko ma 20 lat i nadal traktowane jest jak 12to letnie, to także cierpi. Jeśli rodzice boją się je puścić do świata, do życia, to jest to coś nienaturalnego. Ale rodzice są skutecznie straszeni przez ekspertów, którzy za swoje rady nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Za każdy błąd dziecka, który jest normalną drogą poznawczą, obwiniani są rodzice. To kozły ofiarne, które maja utrzymywać armię specjalistów, doradców, pomocników, coachów itp. I dzieci dostają pierdolca. Bo do życia jest potrzebne im życie. Wciskanie 5cio latkowi cycka, gdy chce zjeść omleta jest bzdurą. Trzymanie 10cio latka w łóżeczku z kratkami to bzdura. Powstrzymywanie nastolatka przez zanurzeniem się w życie to też bzdura. Bo gdy w głowie przełączają się zworki na tryb „samodzielność” to znaczy, że czas na samodzielność. Wtedy już rodzice mogą tylko popatrzeć i westchnąć. W życiu nic nie jest lepsze od życia.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
 Posted by at 18:26