Sty 182016
 

rekawgipsieCo ma wspólnego nadwyrężone ramię, lęk przed odrzuceniem i niestabilność emocjonalna? Wydaje się, że to wszystko jest zupełnie różne od siebie a jednak nie. To wszystko są odchylenia od dobrostanu fizycznego i psychicznego.

Przy tychże odchyleniach usłyszeć możemy różne zalecenia. Odnośnie ramienia zupełnie co innego powie lekarz internista a co innego wykwalifikowany rehabilitant.

Uogólniając przedstawiciel służby zdrowia każe rękę prześwietlić i unieruchomić. Ręka jest osłabiona, więc ochrona przed urazami faktycznie jest wskazana. Ale zabiegi rehabilitacyjne takie jak masowanie, chłodzenie lub rozgrzewanie, stosowanie maści – to przecież nie urazy. To poprawienie warunków, w których organizm będzie mógł wrócić do swojej homeostazy. Gdy unieruchamiamy taką rękę, wraz z upływem czasu zanikają mięśnie, degenerują się nieodżywiane stawy, ręka robi się coraz bardziej niesprawna. Wydaje się więc formą sabotażu osłabianie zamiast wzmacniania.

Gdyby pójść dalej tą drogą rozumowania to podobnie jak rehabilitacja ręki powinno mieć miejsce naprawianie problemów z lękiem odrzucenia. Czyli stopniowe oswajanie i naświetlanie, iż lęk jest wewnętrzną iluzją. Tłumaczenie i „masowanie”. Ale jednak tak nie jest. Co zrobić, gdy ktoś ma takie lęki? Otóż zaleceniem jest być przy takiej osobie cały czas. To jak ta osoba ma pozbywać się lęku. Ręka będzie coraz słabsza, coraz bardziej zdegenerowana. Drugie ramię, lub inna osoba będzie przejmować część funkcji i z czasem użyteczność chorej ręki zmaleje całkowicie, będzie mogła sobie wisieć na temblaku po kres dni. To pozornie bez sensu. Sens pojawi się, jeśli osoba, która przejmuje część obowiązków chorej ręki zaczyna dostawać za to wynagrodzenie.
Lęk przed odrzuceniem to chyba częste słowo-klucz dla usankcjonowania pasożytnictwa emocjonalnego. To przenoszenie na inną osobę odpowiedzialności za iluzoryczną lukę własnej percepcji. To osłabione ramię, które nie jest na pewno gotowe na nadzwyczajne obciążenia, nie jest być może gotowe na normalne obciążenia ale nie naprawi się, jeśli będzie wisieć i się degenerować na temblaku. Zamiast stopniowego oswajania z iluzorycznym charakterem lęku, zamiast wdrażania w rzeczywistość rada dobrego wujka psychologa brzmi – „bądźcie cały czas przy osobie z lękami”. To nie ma sensu. Nabiera sensu, jeśli osoba, która to radzi, czerpie profity z takiego postępowania.

Zachodnia służba zdrowia od kilkudziesięciu lat jest coraz bardziej służalcza wobec interesów lobby farmaceutycznego. Odwróciły się role, gdy aptekarze wspomagali lekarzy. Dziś lekarze są przedstawicielami handlowymi stosującymi odpowiednie produkty farmacji wg katalogu do coraz to nowych schorzeń. Choroby zyskują swoje własne życie, lekarstwa zaś mają utrzymać chorobę w stabilnym stanie, który nie wykończy zbyt szybko pacjenta. Ale zdrowie nie jest już potrzebne. Zdrowie nie ma uzasadnienia ekonomicznego. Choroba ma być permanentna i wymagająca stałego przyjmowania lekarstw oraz suplementów diety.

Oczywiście można zapytać, jakie mam prawo do wyrażania swojego osądu? Czy mam jakiś specjalny dokument uprawniający mnie do myślenia i dzielenia się pomysłami? No nie mam. Ale przepraszać za to nie mam zamiaru, bo każdy powinien myśleć. Każdy ma też prawo (przynajmniej do tej pory tak było) publikowania swoich przemyśleń. Nawet jeśli nie są one zgodne z kolorowymi reklamami i radami „ekspertów” z tygodników typu „Wielki Świat kuchenny blat”.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com